RSS
 

A jeśli

06 lut

A jeśli słońce nad moją głową nigdy by już nie wzeszło
A jeśli zaszła by za chmurą ostatnia ma nadzieja
Czy dalej mógłbym w Twych ramionach szukać ukrycia?
A jeśli duchem spadłbym do czarnej otchłani
A jeśli moim snem byłoby stanąć prosto z godnością
Czy miałbym szansę na łagodny dźwięk z ust Twoich?
A jeśli chciałbym się poprawić
A jeśli chciałbym to wszystko naprawić
Czy nie było by już za późno?

Kiedyś pójdę w stronę mych lat
Ruszę nogą, po chwili będą dwie
Podążę za swym siwym włosem
Za rękę potrzymam brody splot

Kiedyś wskoczę do pociągu
Stukotem ciągnącym do wieczoru
Rytmem wyznaczonym przez czasu bieg
Będę siedząc szybę podziwiać

Kiedyś obudzę się z dziecka
Odepnę przyciasny z kijkiem pas
Odetchnę mrozem i parnością
Podwinę rękawy i odejdę w świat

Kiedyś wstanę
Kiedyś dziś
Kiedy teraz
Ja już idź

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

Gdy nowe wdziera się buciorami

09 gru

Dawno już dawno nie biegały me palce po klawiaturze. Jak dawno nie skakały z klawisza na klawisz w tym namiętnym tangu myśli.
Z przeszłości pozostało już prawie nic.
Teraźniejszość kwitnie jak kwiat a korzeniami sięga życiodajnych źródeł głęboko pod powierzchnią codzienności.
Przyszłość nie jest już taka ciemna jak dawniej. Mam kilka świateł przed sobą i nich się chce trzymać.
Odwieczne pytania o cel własnej egzystencji zostały nagrodzone odpowiedziami, choć niezbyt jasnymi to jednak odpowiedziami prawidłowymi.
Czy to sprawia że czuję się mniej sobą z przeszłości a bardziej kimś nieznanym z przyszłości? z całą pewnością mogę odpowiedzieć że nie. Choć nie maluję już słowem po kartkach białego to jednak udaje mi się znajdować ujście swoich emocji, czułości, romatyzmu…

Czemu tu wróciłem, co chcę osiągnąć tymi słowy?.. nie mam zielonego pojęcia ;] tak jak zakładając tego bloga nie wiedziałem przez co przejdę tak teraz cel i przyczyna tego tekstu nie ma w mojej głowie przygotowanej kategorii.
Wystarczy że wszystko płynie potokiem… a ja wyłaniam się z jego fali próbując zachłysnąć się mocą pozwalającą na płynięcie pod prąd. Pod prąd mediów, pod prąd nowowmodom, pod prąd samemu sobie, pod prąd uznaniu wynaturzeń, pod prąd gwałtowi, pod prąd niesprawiedliwości.

A jestem słaby… słaby jako człowiek, słaby jako wola, słaby jako ciało. Czemu trwam? Czemu trwam jako całość choć dawno temu rozpad był miłą memu centrum perspektywą?
Nie trwam… ja jestem. Ja jestem; choć jestem słaby. Jestem bo we mnie jest silniejszy od wszystkich moich słabości. Jestem choć częstokroć kalam Siłę we mnie. Jestem choć częstokroć nie chcę widzieć tego co we mnie jest. Jestem…

Wszyscy jesteśmy… nie trwamy, nie istniejemy, nie egzystujemy… my wszyscy jesteśmy i nigdy przenigdy nie dajmy sobie wmówić, nawet przez samych siebie, że jest inaczej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Różne

 

Syn Marnotrawny

24 wrz

Mój dokładnie ułożony świat
Z przyczyn zupełnie zależnych
Rozpadł się jak domek z kart
Pogrążając mój pokój w ciemności złego
złego

Mój radosny kolorowy świat
Zbudowany w zgodzie z samym sobą
Rozpadł się na tysiąc spraw
jak kawałki szkła raniąc duszę mą i Cie
Cie

Przestałem wierzyć w miłosierdzie twe
Przestałem wierzyć w uczciwość swą
Nie wierze już że zmienię świat
Pogrążam się coraz głębiej w otchłani grzechu
grzechu

Kiedyś wspomnę tamten czas
Uśmiechnę się do tamtych dni
Zapragnę wrócić do tamtych chwil
Przeprosić cię za wszystkie czyny złe
złe

A ty mój Panie wybaczysz mi
Przygarniesz jak owcę do stada
Pokornie nie proszę o nic dziś
Dziękując za życie w cieniu twym
twym

Tab:
G 320022
Cadd9 032022
E 022000
C 332010
F 133211
Em 022100
A 002210

G Cadd9 E
G Cadd9 C
G Cadd9 E
G Cadd9 E F Em
F A

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Epika, Różne

 

kolejne

08 wrz

Idzie piękna i zgrabna
W ruchu taka powabna
Z każdym krokiem faluje jej blond mysi lok
Od jej spojrzeń Boże chroń
Ona podziurawi każdą skroń
Lecz mimo to głowa daje rozkaz goń!

Uciekaj
Nadchodzi masowej zagłady broń
Uciekaj
Nadchodzi masowej zagłady broń
Uciekaj stąd

Uśmiech słodki jak wiśnie
Cera blada śnieżyście
Dygocząc lekko czekamy aż minie jej czar
W swych włosach trzyma atomowy wiatr
Wrzask wybuchu ogarnie cały świat
Lecz mimo to prostują przed nią drogi

Usychają uczucia
Marzenia się łuszczą
W żądzy żarze palimy swój żałosny świat
A ona wciąż
Wije się jak wąż
Pochłaniając kolejnych ludzi-światy

Gdy się w końcu znajdziesz
Tak zupełnie sam
W cichym ciemnym miejscu
Gdzie nie ma nawet psa
Wiedz że nie usłyszy
Żaden święty cię
Cichy szept za tobą
Do tańca prosić chce

Czarne płaszcze
Błyski stali
Obce dłonie
Martwy śmiech / martwy sen

Cichych ludzi
W śmierć ubranych
Tanga morderców
Strzeż się!

Nie możesz im odmówić
Nie możesz wyrwać się
Cichy szept ogarnął
Wszystkie myśli twe
Już twa ręka tańczy
Z nożem piruety rwie
Już stopy odnalazły
Krwawe ścieżki swe

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Epika, Różne

 

14 cze

Szepnę do ucha
ci mnie
Będę jak wąż się
w nim wił

a gdy znajdę się już w środku
zjem ja wszystkie twe marzenia
a gdy znajdę się już w środku
złożę jaja uwielbienia

Będę w każdym
twym śnie
Będę każdym z
pragnień twych

Nie udawaj że nie widzisz
że się swoich myśli brzydzisz
Nie udawaj ja wiem wszystko
Mam w twej czaszce legowisko

W końcu obejmie
cię mrok
Zabraknie ciebie w
twej krwi

Masz już miejsce w złotej klatce
gdzieś w czeluściach twej osoby
W końcu się wprowadzę cały
do mieszkania z twojej jaźni

i wreszcie

Będę tylko
ja
Będziesz tylko
mnie

Będę wiecznie
……..

Będę wiecznie
sam!!!
Będę wiecznie
sam…

może kiedyś… to zaśpiewam ;3

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Epika, Różne

 

Reset życia…?

07 cze

no i się stało
choć powinienem rozpaczać jakoś kiepsko mi to idzie. Może lepiej by było gdybym postąpił inaczej? A może podjęta została jedna z lepszych decyzji w moim życiu. E tam… nie lubie gdybać.
Zresztą kto by chciał o tym czytać.

Widziałem najpiękniejszą, najmądrzejszą i najwspanialszą kobietę jaką świat nosił, ba; rozmawiałem z nią całkiem przyjaźnie, udało mi się pokonać siebie i dać dojść do głosu temu workowi pod płucem (żołądka nie mam na myśli choć jak się okazało i on się później odezwał… dziwne acz warte zapamiętania), no i nie dostałem po twarzy; to zasadniczo wielki sukces; a że się skończyło tak jak się skończyło… hmm nie powiem że nie ujęłem tej możliwości; chyba nawet byłem pewny tego… no ale "Bóg jest łaskaw" więc wypadało spróbować

ogólny plan powinien skutkować happy endem dla strony przeciwnej co wydaje mi się właściwe i rozsądne z perspektywy kogoś takiego jak ja; honor i romantyzm ocalony.

Z całej tej sytuacji jedno wiem na pewno – gdzieś tam pod płaszczykiem żalu i smutku skończenia najpiękniejszego do tej pory rozdziału mojego życia, czuje radość, że wreszcie udało mi się nikogo nie skrzywdzić… przynajmniej tak mi się wydaje…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Różne

 

.

08 maj

i pomyśleć że człowiek który łaknie czyjejkolwiek obecności jest na tyle głupi by uparcie twierdzić że nigdy nie jest sam… widzisz Boże jakiego robisz z niego wariata. całe szczęście że nikt nie ma o nim takiej opini którą można by było w jakikolwiek sposób przez to popsuć. całe szczęście.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Różne

 

i tak mnie nie ma

08 maj

Hej!
Ona już nie żyje
właśnie zdrowie
na jej stypie pije
Hej!
Ona już nie żyje
lecz z mych dłoni
nic jej krwi nie zmyje

A w trumience
blada tak
gdzie się podział
Kaszmirowy ust jej blask
W środku pewnie
Zimno tak
Nie rozgrzeje
Żaden taniec już jej zwłok

Odliczamy
Dzień za dniem
gdy jej nie ma
Budujemy sztuczny świat
Ścigamy
cienie jej
partyzantów
z dawnych krwawych dobrych lat

Pamiętamy
puki żyw
i nie damy
wyrwać sobie wspomnień tych
Gdy umrzemy
zginie myśl
a wraz z nią
Tradycja!

———————————————-
Czarny pies
żółte kły
Mocno gryzie
Bo jest zły

Wódka strumieniami
leje się kontami
wszystko w koło wiruje
fontannami barw wątrobę zatruje

Nad ranem z obcą dłonią
wypadkową snu i ciał
Głowa pełna
syków nocy szał

gdzie zaczynam a gdzie się kończę
lecz ty wciąż do ucha wrzeszczysz mi
szepnij proszę
czy te czarne kudły widzisz i ty!

—————————————–

Szklane ściany
Za jedną ja i koszmar mój
Za każdą inną czai się kolejny stwór
Szklane ściany przez życie aż po grób

Mokre i śliskie
Przeźroczyste powierzchnie
Od łez i szlochów salw
od krzyków chorych par
od niezakrzepłej krwi

Twarde i lepkie
jak wybory powszednie
nie pękną choćbyś chciał
nie pękną choćbyś mógł
nie pękną NIGDY

Przejrzyste i chłodne
płasko przytuleni, zziębnięci
pragnący swoich nagich dusz
dotyków snu cielistych róż
lecz pomiędzy nami
są SZKLANE ŚCIANY

———————————-

Po neonowej pięciolinii
Żarówkami znaczone nuty
A świetlówek dziki śpiew
W mej głowie wciąż dudni
Aria elektrycznych zebr

Schorowane dźwięki wciąż biegną
Na elektronów ścieżkach nie zbledną
Kabli siatką miedzianych mórz
Pędzą wokół membran róż

W powietrze wystrzelają
Szumem radiatorów powtarzają
Jaki piękny jest cyfrowy sen
Jak logicznie śni się ten cyfrowy sen

———————————————-

Dziewczyna o
jasnych blond mysich włosach
Z niedopałkiem drogiego
papierosa
Wpatrzona w dno butelki po winie

Co on ma
myśleć o takiej dziewczynie

Dziewczyna o jasnych blond
mysich włosach
Pięknych lekko zmęczonych oczach
Uśmiechu
przez który niejeden jeszcze zginie

Co on ma
myśleć o takiej dziewczynie

Dziewczyna o jasnych blond
mysich włosach
Próbując rozgryźć ją nie śpię po nocach
Co
w środku nosi nie poznasz po jej minie

Co on ma
myśleć o takiej dziewczynie

Dziewczyno o jasnych blond
mysich włosach
W kokardę z marzeń przystroję swój posag
Wraz
z sercem i życiem oddam Ci naiwnie

Z nadzieją że
dziewczyna wzrokiem go nie ominie

——————————————————-

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Epika, Różne

 

NoWe

14 sty

Ten obrazek to twórczość bardzo utalentowanego kolesia ;] nie mnie oczywiście.
Powstał daaaawno temu, jeszcze jak było fajnie i beztrosko.

Jego tematem miało być chyba to co siedzi w mojej głowie… cholera ja lubie ten obrazek ;]
A właśnie, tak! to, co siedzi sobie, to miałem być ja. Chyba tak wyglądałem kiedyś, nie wiem dawno to było.
Teraz ciut inaczej wyglądam… a szkoda, ładny byłem ;D

Trochę podrasowałem kolory ale autor mi raczej wybaczy.

link do większej wersji http://img130.imageshack.us/img130/508/jo1s.jpg

Jakoś tak mi się na wspominki zebrało…
ehh te wszystkie rzeczy które robiło się poraz pierwszy… w zasadzie niektóre to powinny pozostać niepowtórzone ;]

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Różne

 

przerywnik

26 gru

- Za ten bukiet to będzie czterdzieści złotych. – Głoś kwiaciarki wyrwał mnie z zadumy, zapłaciłem szybko i wyszedłem. Piękne kwiaty, uśmiech od ucha do ucha, nienaganny strój, jestem gotowy. Jeszcze tylko minuty dzielą mnie od spotkania na które wyczekuje już od tygodnia. Teraz na pewno się przełamię i powiem jej wreszcie co czuje. Tak, to będzie mój dzień! Idę alejką spokojnie, nie spiesząc się niepotrzebnie, w końcu nie chce się potargać. Za wczasu wszystko wyliczyłem skrzętnie, co do sekundy zaplanowałem przygotowania, będę równo o czasie albo ciut przed. Miejsce idealne, pora też, jak pogoda się nagle nie załamie to wszystko pójdzie po mojej myśli. Teraz tylko przećwiczyć powitanie. Może coś z zacięciem, jakoś tak zawadiacko, albo nie… romantycznie, spokojnie, obniżonym głosem. Może tak dystyngowanie, z dystansem. Zresztą jak będzie tak będzie, byle by nie zabrakło słów gdy ją już zobaczę.
Jestem! Teraz moja wielka chwila. Nic nie może się nie udać. Tylko spokojnie. Gdzie ona jest? Tu jej nie ma… tam też nie… O! Jest! Podchodzę, lekko kłaniam się na początku i wręczam kwiaty, mały buziak w policzek też nie zaszkodzi. Rumieni się, to chyba dobrze. Uśmiecham się szerzej, ale bez przesady.
- A to z jakiej okazji? – pyta się lekko podnosząc kąciki ust.
- A tak bez okazji. Doszedłem do wniosku, że ktoś taki jak ty powinien dostawać kwiaty przy każdym spotkaniu. – powąchała bukiet i uśmiechnęła się życzliwie. Na to czekałem cały tydzień, co ja mówię, cały miesiąc, wszystkie te dni które bez niej spędzam… zagalopowałem się. Idziemy alejką, oszołomiony przez poczucie spełnienia pewnie gadam głupoty. Czuję że drzewa zielenią się tylko dla niej, każdy jej krok sprawia że ścieżka się przed nami prostuje, ach jaki ten świat jest piękny, jaka ona jest piękna. Nie zauważam że jej mina się zmienia, temat rozmowy coraz trudniejszy. Coś się zaczyna psuć. Proponuje, usiądźmy. Coraz ciężej mi odpowiadać, coraz trudniej trzymać jakiś dystans do twardej rzeczywistości i radość rozmowy.
- Wiesz, że mi na tobie zależy. – wypaliłem, ona lekko się wzdrygła, zdziwiona na twarzy.
- Co chciałeś przez to powiedzieć? – zaschło mi w gardle, to nie było tak proste jak się wydawało.
- Że mi zależy na tobie. Że, …
- Przestań, żartujesz sobie ze mnie prawda? -przerwała mi w pół słowa
- Nie, mi, znaczy ja… – chwila, myślę jak to ująć by było idealnie, lecz cisza boleć zaczynała.
- Proszę cię przestań. Nie, to nie jest… Proszę cie przestań. – przerażona odsunęła się, zasłoniła kwiatami i torbą jakby chciała odgrodzić się od całej części świata w której ja jestem.
- Ale… – chciałem zacząć, „kocham cię” jakoś łagodnie ująć, lecz cóż począć. Teraz twarz jej poczerwieniała, pierwsze łzy pociekły po policzkach.
- Przepraszam ale ja nie mogę… nie chcę. – wstała, zabrała swoją torbę, ale kwiatów zapomniała, nie chciała. Szybko się oddaliła. Nie wiem czemu za nią nie pobiegłem. Coś mnie trzymało, może jakiś diabeł straszny co się w moim zdezorientowaniu zagnieździł. Cóż to było, jak tak się mogło stać?! Wszystko się posypało. Siedzę sam na ławce, wokoło szumi wiatr i odgłosy bliżej nieznane. Co ja tu robie? Gdzie jestem i co się ze mną dzieje? Wstaję, biegnę w stronę w którą ona się udała, może ją jeszcze dogonię, przeproszę, przytulę. Szukam, lecz nie znajduję. Idę sam alejką, nadal nie wiem co się stało, jak się to wszystko tak mogło potoczyć. Zadręczam się słowami które wypowiedziałem, każde ze wszech stron wysłuchuje. Może jakiś fałsz się do nich wkradł. Coś źle zaintonowałem i jakoś tak wyszło. Po chwili jednak sięgam po komórkę, złość. Coś wysłałem, lecz co? Wszystko jedno… ciskam nią o ziemię, w drobny mak jak ja się rozsypuje. Idę przed siebie. Byle by dalej od tych miejsc. Co się stało?! Dlaczego?! Co źle zrobiłem?! Stoję przed torami. Nie czekam na pociąg. Co ja bym dał by czas cofnąć… by móc powtórzyć te sceny… mądrzejszy ubrać to wszystko w inne, lepsze słowa. W czyny!.. A teraz co, nic tylko pustka. Zimno, lód w środku. Brak jakiejś siły co by życie napędzała… widzę pociąg. Proszą stanąć za żółtą linią. Robię krok w tył. Stukot robi się coraz głośniejszy, wtem światło ciemność przede mną rozdziera. Robię skok w przód…
- Za ten bukiet to będzie czterdzieści złotych. – Głoś kwiaciarki wyrwał mnie z zadumy, zapłaciłem szybko i wyszedłem. Gdzie ja jestem? A tak! Mam spotkanie. Poprawiam się w oknie, sprawdzam czas. Wszystko w porządku. Idę niepośpiesznie, układam scenariusz rozmowy. Coś mi mówi, coś pamiętam, wiem jak nie chce by się to potoczyło. Jestem wcześniej, siadam na ławce i sprawdzam jeszcze raz wszystkie teksty i odpowiedzi. Teraz już na pewno dopiąłem ostatni guzik. Widzę ją, zrywam się i podchodzę raźnym krokiem. Z nieskrywaną radością wręczam bukiet. Jaka ona piękna. Jak się ładnie rumieni. I to zdziwienie.
- A to z jakiej okazji? – pyta się lekko podnosząc kąciki ust.
- Z okazji, że się spotkaliśmy. – uśmiechnąłem się szeroko lecz bez przesady. Ona lekko się speszyła. Przeraziłem się lekko, cofnąłem i zmieniłem uśmiech na życzliwy. Zaproponowałem spacer. Znów gadałem od rzeczy. Lecz ją to bawiło, to dobrze. Wędrowaliśmy przez aleje, alejki. Co chwile tonęła w bukiecie jakby sprawdzając czy nie stracił nic ze swej woni. Starałem się wyłapywać każdy grymas, choćby najdrobniejszy. Reagowałem szybko, lecz z pewną rozwagą. W końcu uznałem że już czas. Przystanąłem lecz ona szła dalej, nie zwróciwszy na mnie uwagi. Tak jakbym wcale nie był tu i teraz. A przed chwilą przecież rozmawialiśmy. Przed chwilą uśmiechnęła się na dźwięk puenty żartu. Widziałem na własne oczy. Podbiegłem, złapałem za ramię. Kocim ruchem wywinęła się z uścisku i spojrzała na mnie z wyrzutem.
- Chciałbym ci powiedzieć… – zacząłem trochę za cicho. – Chciałbym ci powiedzieć że… – przerwałem w połowie gdy spojrzałem w jej oczy. Przerażone jakby rychłym końcem życia. Chciałbym ci powiedzieć… lecz nie wiem jak to ująć by cię nie odstraszyć.
- Co chciałbyś mi powiedzieć? – odsunęła się nieznacznie.
- Chciałbym ci powiedzieć że mi… że ja ciebie… – oczy pełne przerażenia…
- Proszę nie kończ… Nie wiem co sobie myślisz, ale to zupełnie nie tak. Ja nie… Ja… Przepraszam ale muszę… iść. – odwróciła się i prawie biegnąc coraz bardziej się oddalała. Coraz dalej… dalej… Puściłem się za nią biegiem… lecz po chwili się zatrzymałem. A może… Stanąłem za żółtą linią. Coraz bardziej nie dowierzałem własnym myślom. Jak to się mogło stać?! Przecież teraz było inaczej, może nawet bardziej romantycznie, może nawet bardziej idealnie. Co znowu spartoliłem?! Tak przecież wszystko dobrze szło. Uważałem na najmniejszy gest. Szedłem niepośpiesznie, nie musiała mnie gonić. Żartowałem lepiej, przygotowałem wszystko, byłem pewny siebie. Czemu znów tu jestem?… Proszę odsunąć się za żółtą linię, poprosili. Dźwięk stukotu torów, światło… Skoczyłem.
- Za ten bukiet to będzie czterdzieści złotych. – Głoś kwiaciarki wyrwał mnie z zadumy, zapłaciłem szybko i wyszedłem. Za rogiem dałem bukiet jakiejś ładnej dziewczynie. Zaskoczona go przyjęła a ja pobiegłem dalej. Jestem zdeterminowany, wiem jak mam postąpić. Wiem co mam powiedzieć. Przybyłem na miejsce dużo wcześniej, sprawdziłem komórkę… nic. Wyłączyłem i schowałem. Z zegarkiem przed oczami czekałem. Czekałem aż znów ujrzę te oczy. Tą sylwetkę, te włosy… czekałem. Gdy w końcu ją zobaczyłem podbiegłem i skłoniłem się głęboko.
- Witam piękną damę. Cóż ja dla panny mogę dziś zrobić? – zaskoczyłem, uśmiechnęła się szeroko.
- Oj, weź się nie wygłupiaj. – nadal uśmiechem mnie racząc zarumieniła się lekko. Złapałem pod rękę, pognałem przed siebie. Tym razem się uda. Musi! Przez chwile, przez dłuższe momenty czułem że jestem, że ona jest przy mnie. W końcu zatrzymaliśmy się. Wygiąłem się, wyprostowałem, spojrzałem głęboko w oczy, ona wzrokiem uciekła.
- Kocham cię…
- Co?!
- Kocham cię…
- Ale… Ja… nie… proszę… – nie czekając objąłem i starałem się pocałować. Ona się wyrwała, pozwoliłem jej gdy tylko poczułem pierwszą oznakę oporu. Poprawiła się i ze złością popatrzyła na mnie. Zamachnęła się i nagle na moim policzku pojawił się ostry ból. Odwróciła się i chciała odejść, złapałem ją za rękę.
- Ja… przepraszam, to nie tak…
- Odwal się debilu! Słyszałeś?! Zostaw mnie! – puściłem ją i jeszcze przez chwile patrzyłem jak biegnie, sprawdzając czy jej nie gonie. Jeszcze przez chwilę stałem nieruchomo po czym sam zacząłem biec.
Stanąłem przed żółtą linią. Czekałem. Jeszcze raz, jeszcze jeden raz… teraz na pewno się uda. Musi się udać, nie chce być sam! Nie będę sam! Dźwięk, światło… Skok
- Za ten bukiet to będzie czterdzieści złotych. – Głoś kwiaciarki wyrwał mnie z zadumy, zapłaciłem szybko i wyszedłem. Teraz musi się udać. Po prostu musi! Pobiegłem z kwiatami na miejsce, lekko się zdyszałem. Byłem dużo wcześniej. Usiadłem na ławce, lecz po chwili wstałem. Teraz musi być inaczej. Oparłem się o murek. Czekałem. Ona się spóźniała. A może teraz wcale nie przyjdzie. Może teraz będzie tak samo? Znowu coś nie tak zrobię? Znowu zostanę sam? Nie chcę zostać sam… Usiadłem. Patrząc na płatki wspominałem każdą dobrą chwilę. Każdy jej uśmiech. To wszystko co nie stało się poprzednio. Jestem teraz sam, byłem sam… będę sam. Spojrzałem na zegarek, spóźnia się bardzo… czekałem. Nie przyjdzie. Nie powinna… znów ją zranię. Znów będzie płakała. Po co ja w ogóle tu przyszedłem. Ona powinna być gdzie indziej, przy kimś lepszym. Nie wiem, nie nadaję się. Znów będzie to samo. A a wciąż mam czerwony policzek. Wciąż boli. Patrzę na kwiaty, na kolce… wbijam jeden głęboko w ciało, przeciągam. Czerwień pojawia się na skórze. Ciesze się, to koniec. Nie zranię jej już więcej. Pozłości się i pójdzie. Pójdzie i znajdzie kogoś lepszego, odpowiedniejszego. Czerwień się sączy powoli. Siedzę i czekam. Wciąż ściskam bukiet, mój pogrzebowy. Ciut ciemniej się robi, ciut zimniej. Wtem ona się pojawia. Nie zauważa mnie, to dobrze… rozgląda się wkoło. Jaka ona piękna. Trochę zniecierpliwiona, trochę podróżą roztrzepana. Odwraca się i patrzy w moją stronę. Widzę jak ktoś do niej podbiega, ciut ciemniej, jak wręcza jej bukiet, ciut zimniej, jak przez chwilę rozmawiają, ciut ciemniej, jak gdzieś odchodzą, ciut zimniej, jej uśmiech…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Różne

 
 

  • RSS