RSS
 

przerywnik

26 gru

- Za ten bukiet to będzie czterdzieści złotych. – Głoś kwiaciarki wyrwał mnie z zadumy, zapłaciłem szybko i wyszedłem. Piękne kwiaty, uśmiech od ucha do ucha, nienaganny strój, jestem gotowy. Jeszcze tylko minuty dzielą mnie od spotkania na które wyczekuje już od tygodnia. Teraz na pewno się przełamię i powiem jej wreszcie co czuje. Tak, to będzie mój dzień! Idę alejką spokojnie, nie spiesząc się niepotrzebnie, w końcu nie chce się potargać. Za wczasu wszystko wyliczyłem skrzętnie, co do sekundy zaplanowałem przygotowania, będę równo o czasie albo ciut przed. Miejsce idealne, pora też, jak pogoda się nagle nie załamie to wszystko pójdzie po mojej myśli. Teraz tylko przećwiczyć powitanie. Może coś z zacięciem, jakoś tak zawadiacko, albo nie… romantycznie, spokojnie, obniżonym głosem. Może tak dystyngowanie, z dystansem. Zresztą jak będzie tak będzie, byle by nie zabrakło słów gdy ją już zobaczę.
Jestem! Teraz moja wielka chwila. Nic nie może się nie udać. Tylko spokojnie. Gdzie ona jest? Tu jej nie ma… tam też nie… O! Jest! Podchodzę, lekko kłaniam się na początku i wręczam kwiaty, mały buziak w policzek też nie zaszkodzi. Rumieni się, to chyba dobrze. Uśmiecham się szerzej, ale bez przesady.
- A to z jakiej okazji? – pyta się lekko podnosząc kąciki ust.
- A tak bez okazji. Doszedłem do wniosku, że ktoś taki jak ty powinien dostawać kwiaty przy każdym spotkaniu. – powąchała bukiet i uśmiechnęła się życzliwie. Na to czekałem cały tydzień, co ja mówię, cały miesiąc, wszystkie te dni które bez niej spędzam… zagalopowałem się. Idziemy alejką, oszołomiony przez poczucie spełnienia pewnie gadam głupoty. Czuję że drzewa zielenią się tylko dla niej, każdy jej krok sprawia że ścieżka się przed nami prostuje, ach jaki ten świat jest piękny, jaka ona jest piękna. Nie zauważam że jej mina się zmienia, temat rozmowy coraz trudniejszy. Coś się zaczyna psuć. Proponuje, usiądźmy. Coraz ciężej mi odpowiadać, coraz trudniej trzymać jakiś dystans do twardej rzeczywistości i radość rozmowy.
- Wiesz, że mi na tobie zależy. – wypaliłem, ona lekko się wzdrygła, zdziwiona na twarzy.
- Co chciałeś przez to powiedzieć? – zaschło mi w gardle, to nie było tak proste jak się wydawało.
- Że mi zależy na tobie. Że, …
- Przestań, żartujesz sobie ze mnie prawda? -przerwała mi w pół słowa
- Nie, mi, znaczy ja… – chwila, myślę jak to ująć by było idealnie, lecz cisza boleć zaczynała.
- Proszę cię przestań. Nie, to nie jest… Proszę cie przestań. – przerażona odsunęła się, zasłoniła kwiatami i torbą jakby chciała odgrodzić się od całej części świata w której ja jestem.
- Ale… – chciałem zacząć, „kocham cię” jakoś łagodnie ująć, lecz cóż począć. Teraz twarz jej poczerwieniała, pierwsze łzy pociekły po policzkach.
- Przepraszam ale ja nie mogę… nie chcę. – wstała, zabrała swoją torbę, ale kwiatów zapomniała, nie chciała. Szybko się oddaliła. Nie wiem czemu za nią nie pobiegłem. Coś mnie trzymało, może jakiś diabeł straszny co się w moim zdezorientowaniu zagnieździł. Cóż to było, jak tak się mogło stać?! Wszystko się posypało. Siedzę sam na ławce, wokoło szumi wiatr i odgłosy bliżej nieznane. Co ja tu robie? Gdzie jestem i co się ze mną dzieje? Wstaję, biegnę w stronę w którą ona się udała, może ją jeszcze dogonię, przeproszę, przytulę. Szukam, lecz nie znajduję. Idę sam alejką, nadal nie wiem co się stało, jak się to wszystko tak mogło potoczyć. Zadręczam się słowami które wypowiedziałem, każde ze wszech stron wysłuchuje. Może jakiś fałsz się do nich wkradł. Coś źle zaintonowałem i jakoś tak wyszło. Po chwili jednak sięgam po komórkę, złość. Coś wysłałem, lecz co? Wszystko jedno… ciskam nią o ziemię, w drobny mak jak ja się rozsypuje. Idę przed siebie. Byle by dalej od tych miejsc. Co się stało?! Dlaczego?! Co źle zrobiłem?! Stoję przed torami. Nie czekam na pociąg. Co ja bym dał by czas cofnąć… by móc powtórzyć te sceny… mądrzejszy ubrać to wszystko w inne, lepsze słowa. W czyny!.. A teraz co, nic tylko pustka. Zimno, lód w środku. Brak jakiejś siły co by życie napędzała… widzę pociąg. Proszą stanąć za żółtą linią. Robię krok w tył. Stukot robi się coraz głośniejszy, wtem światło ciemność przede mną rozdziera. Robię skok w przód…
- Za ten bukiet to będzie czterdzieści złotych. – Głoś kwiaciarki wyrwał mnie z zadumy, zapłaciłem szybko i wyszedłem. Gdzie ja jestem? A tak! Mam spotkanie. Poprawiam się w oknie, sprawdzam czas. Wszystko w porządku. Idę niepośpiesznie, układam scenariusz rozmowy. Coś mi mówi, coś pamiętam, wiem jak nie chce by się to potoczyło. Jestem wcześniej, siadam na ławce i sprawdzam jeszcze raz wszystkie teksty i odpowiedzi. Teraz już na pewno dopiąłem ostatni guzik. Widzę ją, zrywam się i podchodzę raźnym krokiem. Z nieskrywaną radością wręczam bukiet. Jaka ona piękna. Jak się ładnie rumieni. I to zdziwienie.
- A to z jakiej okazji? – pyta się lekko podnosząc kąciki ust.
- Z okazji, że się spotkaliśmy. – uśmiechnąłem się szeroko lecz bez przesady. Ona lekko się speszyła. Przeraziłem się lekko, cofnąłem i zmieniłem uśmiech na życzliwy. Zaproponowałem spacer. Znów gadałem od rzeczy. Lecz ją to bawiło, to dobrze. Wędrowaliśmy przez aleje, alejki. Co chwile tonęła w bukiecie jakby sprawdzając czy nie stracił nic ze swej woni. Starałem się wyłapywać każdy grymas, choćby najdrobniejszy. Reagowałem szybko, lecz z pewną rozwagą. W końcu uznałem że już czas. Przystanąłem lecz ona szła dalej, nie zwróciwszy na mnie uwagi. Tak jakbym wcale nie był tu i teraz. A przed chwilą przecież rozmawialiśmy. Przed chwilą uśmiechnęła się na dźwięk puenty żartu. Widziałem na własne oczy. Podbiegłem, złapałem za ramię. Kocim ruchem wywinęła się z uścisku i spojrzała na mnie z wyrzutem.
- Chciałbym ci powiedzieć… – zacząłem trochę za cicho. – Chciałbym ci powiedzieć że… – przerwałem w połowie gdy spojrzałem w jej oczy. Przerażone jakby rychłym końcem życia. Chciałbym ci powiedzieć… lecz nie wiem jak to ująć by cię nie odstraszyć.
- Co chciałbyś mi powiedzieć? – odsunęła się nieznacznie.
- Chciałbym ci powiedzieć że mi… że ja ciebie… – oczy pełne przerażenia…
- Proszę nie kończ… Nie wiem co sobie myślisz, ale to zupełnie nie tak. Ja nie… Ja… Przepraszam ale muszę… iść. – odwróciła się i prawie biegnąc coraz bardziej się oddalała. Coraz dalej… dalej… Puściłem się za nią biegiem… lecz po chwili się zatrzymałem. A może… Stanąłem za żółtą linią. Coraz bardziej nie dowierzałem własnym myślom. Jak to się mogło stać?! Przecież teraz było inaczej, może nawet bardziej romantycznie, może nawet bardziej idealnie. Co znowu spartoliłem?! Tak przecież wszystko dobrze szło. Uważałem na najmniejszy gest. Szedłem niepośpiesznie, nie musiała mnie gonić. Żartowałem lepiej, przygotowałem wszystko, byłem pewny siebie. Czemu znów tu jestem?… Proszę odsunąć się za żółtą linię, poprosili. Dźwięk stukotu torów, światło… Skoczyłem.
- Za ten bukiet to będzie czterdzieści złotych. – Głoś kwiaciarki wyrwał mnie z zadumy, zapłaciłem szybko i wyszedłem. Za rogiem dałem bukiet jakiejś ładnej dziewczynie. Zaskoczona go przyjęła a ja pobiegłem dalej. Jestem zdeterminowany, wiem jak mam postąpić. Wiem co mam powiedzieć. Przybyłem na miejsce dużo wcześniej, sprawdziłem komórkę… nic. Wyłączyłem i schowałem. Z zegarkiem przed oczami czekałem. Czekałem aż znów ujrzę te oczy. Tą sylwetkę, te włosy… czekałem. Gdy w końcu ją zobaczyłem podbiegłem i skłoniłem się głęboko.
- Witam piękną damę. Cóż ja dla panny mogę dziś zrobić? – zaskoczyłem, uśmiechnęła się szeroko.
- Oj, weź się nie wygłupiaj. – nadal uśmiechem mnie racząc zarumieniła się lekko. Złapałem pod rękę, pognałem przed siebie. Tym razem się uda. Musi! Przez chwile, przez dłuższe momenty czułem że jestem, że ona jest przy mnie. W końcu zatrzymaliśmy się. Wygiąłem się, wyprostowałem, spojrzałem głęboko w oczy, ona wzrokiem uciekła.
- Kocham cię…
- Co?!
- Kocham cię…
- Ale… Ja… nie… proszę… – nie czekając objąłem i starałem się pocałować. Ona się wyrwała, pozwoliłem jej gdy tylko poczułem pierwszą oznakę oporu. Poprawiła się i ze złością popatrzyła na mnie. Zamachnęła się i nagle na moim policzku pojawił się ostry ból. Odwróciła się i chciała odejść, złapałem ją za rękę.
- Ja… przepraszam, to nie tak…
- Odwal się debilu! Słyszałeś?! Zostaw mnie! – puściłem ją i jeszcze przez chwile patrzyłem jak biegnie, sprawdzając czy jej nie gonie. Jeszcze przez chwilę stałem nieruchomo po czym sam zacząłem biec.
Stanąłem przed żółtą linią. Czekałem. Jeszcze raz, jeszcze jeden raz… teraz na pewno się uda. Musi się udać, nie chce być sam! Nie będę sam! Dźwięk, światło… Skok
- Za ten bukiet to będzie czterdzieści złotych. – Głoś kwiaciarki wyrwał mnie z zadumy, zapłaciłem szybko i wyszedłem. Teraz musi się udać. Po prostu musi! Pobiegłem z kwiatami na miejsce, lekko się zdyszałem. Byłem dużo wcześniej. Usiadłem na ławce, lecz po chwili wstałem. Teraz musi być inaczej. Oparłem się o murek. Czekałem. Ona się spóźniała. A może teraz wcale nie przyjdzie. Może teraz będzie tak samo? Znowu coś nie tak zrobię? Znowu zostanę sam? Nie chcę zostać sam… Usiadłem. Patrząc na płatki wspominałem każdą dobrą chwilę. Każdy jej uśmiech. To wszystko co nie stało się poprzednio. Jestem teraz sam, byłem sam… będę sam. Spojrzałem na zegarek, spóźnia się bardzo… czekałem. Nie przyjdzie. Nie powinna… znów ją zranię. Znów będzie płakała. Po co ja w ogóle tu przyszedłem. Ona powinna być gdzie indziej, przy kimś lepszym. Nie wiem, nie nadaję się. Znów będzie to samo. A a wciąż mam czerwony policzek. Wciąż boli. Patrzę na kwiaty, na kolce… wbijam jeden głęboko w ciało, przeciągam. Czerwień pojawia się na skórze. Ciesze się, to koniec. Nie zranię jej już więcej. Pozłości się i pójdzie. Pójdzie i znajdzie kogoś lepszego, odpowiedniejszego. Czerwień się sączy powoli. Siedzę i czekam. Wciąż ściskam bukiet, mój pogrzebowy. Ciut ciemniej się robi, ciut zimniej. Wtem ona się pojawia. Nie zauważa mnie, to dobrze… rozgląda się wkoło. Jaka ona piękna. Trochę zniecierpliwiona, trochę podróżą roztrzepana. Odwraca się i patrzy w moją stronę. Widzę jak ktoś do niej podbiega, ciut ciemniej, jak wręcza jej bukiet, ciut zimniej, jak przez chwilę rozmawiają, ciut ciemniej, jak gdzieś odchodzą, ciut zimniej, jej uśmiech…

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Różne

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. frii

    27 grudnia 2009 o 23:47

    świetne opowiadanie. naprawdę świetne. dla takiej romantyczki jak ja, to prawdziwa przyjemność czytania ;]
    powodzenia.

     
  2. monika

    14 stycznia 2010 o 23:28

    zgadzam się z przedmówczynią:) rewelacyjne, pełne emocji:) btw dawno tu nie byłam, Pozdrawiam:)

     
  3. Wolin

    16 lutego 2010 o 19:09

    Dobre, lubię takie klimaty z pętlą czasu.

     
 

  • RSS