RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Liryka’

A jeśli

06 lut

A jeśli słońce nad moją głową nigdy by już nie wzeszło
A jeśli zaszła by za chmurą ostatnia ma nadzieja
Czy dalej mógłbym w Twych ramionach szukać ukrycia?
A jeśli duchem spadłbym do czarnej otchłani
A jeśli moim snem byłoby stanąć prosto z godnością
Czy miałbym szansę na łagodny dźwięk z ust Twoich?
A jeśli chciałbym się poprawić
A jeśli chciałbym to wszystko naprawić
Czy nie było by już za późno?

Kiedyś pójdę w stronę mych lat
Ruszę nogą, po chwili będą dwie
Podążę za swym siwym włosem
Za rękę potrzymam brody splot

Kiedyś wskoczę do pociągu
Stukotem ciągnącym do wieczoru
Rytmem wyznaczonym przez czasu bieg
Będę siedząc szybę podziwiać

Kiedyś obudzę się z dziecka
Odepnę przyciasny z kijkiem pas
Odetchnę mrozem i parnością
Podwinę rękawy i odejdę w świat

Kiedyś wstanę
Kiedyś dziś
Kiedy teraz
Ja już idź

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

Ja to mam… , że w tym momencie, poczóć mi przyszło w tym….

12 gru

W sztucznym lesie, zaułku ludzkich możliwości
po dróżkach betonowych, od czegoś idę ku czemuś zmierzając
patrze, widzę, na swojskiej siadaczce przycupnę
z wielopłatkiem w ręku wpadnę w zadumę
choć mroźno i wiatr liśćmi szepcze smutną piosenkę
mnie ciepło
w środku, zaraz obok mięska i kości jakiś kotek zagościł
taki mały szarobury w prążki i z krawatem białym
mruczy i drapie, futrem od środka drażni
siedzę z kotem w środku i na rękę patrząc
myślę
pamiętam i czuje, choć bardziej niż zwykle to drugie pielęgnuje
przewidzenia słodkie miewam, uczę się
jak ze sobą zachowania mam wykładać na tacy
podając tą czy ową kończyną lub słowem
byle by pięknym takim jakie usłyszeć się chce nad ranem
czekam
może i jak dureń ostatni, jak straceniec na zielonej mili
zatrzymując się w nadziei, w przestrzeni zawisam
karmiąc się każdą sekundą spędzaną w duecie
na zaś, w przyszłości, teraźniejsze emocje w przeszłości gubię
kocham

No i weź się przekonaj
jak gdzie indziej
oddycha się samym powietrzem
bez cynamonu z babcinej szarlotki
przekonaj się jak
gdzie indziej
oddycha się tylko powietrzem
w którym brak ściętej trawy
spróbuj jak gdzieś
indziej
wdycha się czyste powietrze
nie ma róż nęcącej woni
poczuj
jak tam indziej
gdzie ino rześkie powietrze
niekompletne oddechy bez jej zapachu

wybacz koleżanko
że kolegą być dla ciebie nie mogę
i w przyszłości móc nie chcę
wybacz koleżanko
że znów przeliczyłem swoje siły
i starałem przebić się przez te same skały
wybacz koleżanko
wrodzoną mą w tej kwestii głupotę
zapomnij mnie
i miej za wiecznego miernotę

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

09 lis

Kto  mnie ocali
Zegar tyka tam w szarej oddali
Kto mnie ocali
Wskazówka przesuwa się powoli
Kto mnie ocali
Wbrew własnej nieżywej woli
Kto mnie ocali
Czas mija nieuchronnie, nieubłaganie
Kto mnie ocali
Widzę bez skóry knykcie, żył rozwarstwienie
Kto mnie ocali

NIKT CIĘ NIE OCALI!!!
SZCZĘŁŹNIESZ W SWOJEJ DUSZY CZARNEJ FALI!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

Na specjalne zamówienie

31 paź

Owca na głowie
Nienaganność w mówienia sposobie
I motor sprzed wielu lat
To je mój brat
Choć nigdy nie zapala
Używa go jedynie rdza stara
Kiedyś zrobiony zdobędzie świat
To je motor i brat
Wypieszczone nakrętki
Kupione świeże dętki
Poświęconego czasu szmat
To je motór i brat
I choć trochę narwany
Ma plany jak gorączkowe omamy
Uda mu się ten start
Bo to je w końcu mój brat

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

Po pewnym czasie nic się nie zmienia

31 paź

Brak dzielenia z tobą tych prostych radości
Zmusza do myślenia o mojej samotnej przyszłości
W której dla mnie nie istnieje już twoje pojęcie
W takiej gdzie moje wnętrze ma bardziej prozaiczne zajęcie
Widząc tylko patrze, oddychając wymieniam gazy
Nie chce by moją przyszłością zawładnęły te obrazy
Myślami zmierzam ku rubieżom swojej racjonalności
Tam gdzie podłości, smutek i radość mieszają się z namiętnościami
Na granicy z różami i wielkim płotem kolczastym
Stojąc staram się nie przekroczyć żadnej z linii
Stojąc staram się oszukać, tak by nie wskazywać gdzie są winni

Policzkiem o ścianę oparty
Po kolana we łzach brodząc
Zdzieram z twarzy skórę próbując cegły objąć
W wielkiej dziurze
Z czarnym sufitem
Obejmuję cegły ściany mojej kochanej
Choć z jednej strony zwisa lina
Z drugiej zaś buja się drabina
Ja stoję po kolana w wodzie
Z łez i krwi poczętej
Obejmując cegły ściany przeklętej

Dziewczyna o jasnych mysich włosach
Widziana z niedopałkiem drogiego papierosa
I przy szklance wódki, z butelką po winie

Co ja mam myśleć o takiej dziewczynie

Dziewczyna o jasnych mysich włosach
Pięknych lekko zmęczonych oczach
I uśmiechu dla którego niejeden jeszcze zginie

Co ja mam myśleć o takiej dziewczynie

Dziewczyna o jasnych mysich włosach
Tajemnicza, próbując rozgryźć nie śpię po nocach
Co w środku nosi nie poznasz po jej minie

Co ja mam myśleć o takiej dziewczynie

Dziewczyna o jasnych mysich włosach
Próżno jej szukać w moich koszmarach
Częściej na jawie w myślach się nawinie

Choć wiem jak myśleć, co ja mam powiedzieć takiej dziewczynie?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

bez tytułu

27 sie

Na szyjki butelki krawędzi
W płynie który nozdrza swędzi
W szklanki przeźroczystym niebycie
Widzie wciąż swoje odbicie
I nic bym sobie z tego nie robił
Gdybym wcześniej szaty nie zdobił
Słowami że nie stanę się jak inni
I zostanę z tymi co niewinni

Jak widzę kobietę upadłą
Zawleczoną w dziurę zapadłą
Dla jednych
Zabawnie winem upojoną
Dla mnie
Śmierdzącą wódą uświnioną
Która patrzy wzrokiem odległym
Przez myśl niezmąconym, niezmiennym
Rzygać chce mi się do rowu
Zwracać obiad bez pardonu
I nie z samego sytuacji obrzydzenia
Ale ze zwyczajnego świadomości otępienia
Bo jak to można samemu
Z własnej nieprzymuszonej woli
Ograniczając władzę rozumu
Stać się początkiem własnej niedoli

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

płeć odmienna

17 sie

Moja radości bogini piękna
Twoja suknia cudownie zwiewna
Oplata ciało bosko idealne
Tak skrzętnie bronione niedotykalne

Moje cudowne boskie stworzenie
Uśmiechem przekraczające ludzkie marzenie
Buzią budząca potoki zazdrości
Z policzkiem który mych ust nie ugości

Mój śnieżnobiały aniele mały
Z imienia prawie doskonały
O mysich zwiewnych włosach
Nie zadzieraj tak wysoko nosa

Choć znam cię tak krótko
A wydaje się że znam cię cały czas
Choć wiem o tobie tak malutko
A wydaje się że mam o tobie książek pas
Zbudowałaś w moim wnętrzu
Słodkich serca marzeń wielki las

Dorotko, Ach Dorotko
Prześliczne cudownie błyszczące złotko
Kreślona twa suknia wprawnym pędzlem malarza
Sylwetka  kuta w białym marmurze przez artystę rzeźbiarza
W tańcu tak nierealnie piękna
W ruchu jak wiatr miękka
Przez przestrzeń mych dłoni przenikasz
Przez otchłań zmąconych myśli znikasz
Choć obraz twój w oczach mam teraz tak idealny
Choć w głowie zapis wspomnienia tak niebanalny
Spojrzeć na twe oblicze ponownie
Wart by popełnić każdą zbrodnię
Ujrzeć na powrót
Te oczy migdałowe
Te usta pełne wiśniowe
Te włosy pszenne kwiatami pachnące
Tą skórę bladocielistą dotyku tęskną
Dorotko Ach Dorotko
Prześliczne cudowne błyszczące złotko

Spotkałem raz w swoim życiu
Dziewczynę nie skupioną na byciu
Z oczami nad wyraz żywymi
I ustami odrobinę malinowymi
W potokach włosów węglowych
Które rozpoznasz mimo oczu śmiercią zamglonych
Nocy za dnia kryjówkę dawała
W zamian subtelnej tajemnicy dostawała
I choć tego uśmiechu wielu tęskniło
Jej wcale to nie ziębiło
Chodziła wszakże czasami wesoła
Lecz czasami bywała smutna
A twarz jej nieraz zdobiła mina butna
A nie z tego powodu znana była
Bo nie raz człowiekowi psikusa zrobiła
Sercem dziewczę czyste jak kwiat rumianku
Niosąc zabawę i radość wplecione do wianku
Rozświetlała ponure przyszłości ciemności
Pokazując życia skryte małe piękności
A że na co dzień z rana lekko niepozbierana
Powiedzieć jej można, tylko: Marysiu, kochana…

Początek
Gdzie jest początku wątek
Gdzie leży, którą drogą biegnie
Z której strony granica od której wypisuje brednie
Może to od rymowanki dla dziewczyny
Może od opisu czyjejś nieoczywistej winy
A gdyby to rozpocząć od serca
Od jego pierwszego dla kogoś uderzeń wersa
Od jego dziecinnego zrywu
W głowie pierwszego mętliku
Jednak po czasie przemyśleń dłuższym
I machaniu nogą próżnym
Stwierdzam
Że w literach początek kryć się może
Na pierwszej sylabie zapisanej
Na pierwszej osobie opisanej
Na zdaniu co w trzech liniach stoi
Lecz choćbym początku wątek znalazł i zgłębił
Nadal mnie zarys będzie myśli gnębił
Czy to znalazłem początku koniec
Czy może już końca początek

Otulony w kołdrę potem pachnącą
Rozgarniam snów rzęsę taflę rozumu mącącą
Przez powieki prawie niedomknięte obserwuję
Konstelacje gwiazd na poduszce krwawych odnajduję
I czuje jak gazy z mych płuc ulatują
Duszę przed śmiercią ratując
A gdy rzecz prosta, wdech wydech
Boleć zaczyna
Widzę swoimi niby odległymi oczyma
Jak w innym miejscu i czasie
Ktoś gra
Ktoś śpiewa
Ktoś się śmieje
Łza po nieogolonym policzku spływa
Wraz ze smutkiem ostatnie marzenia zmywa
Strach oddech już opuszcza
Nadzieja ostatnie pędy w mózgu puszcza
Zmęczony ostatkiem sił zasypiam
Myślą ostatnie drzwi za sobą zamykam
Lecz przez ducha szparę dochodzą mnie słuchy
Ktoś gra
Ktoś śpiewa
Ktoś się śmieje
Budzę się
Już dnieje

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

Joili joohaaa…. eee tam….

28 lip

Sześć liter z mym sumieniem pogrywa
spokój mąci jak burza myśli liście zrywa
Sześć liter moje istnienie określa
Moje życie pozbawia złudzeń płaszcza
Sześć liter trudnych w wymowie
Których nie znajdziesz we własnej osobie
Sześć liter jasno postawionych
Przez poetów we wszystkie strony wieszczonych
Sześć liter które przez gardło przejść nie chce
Sześć liter na które czekam póki żyje jeszcze

Szkielety węży po bruku się wiją
Miażdży ich kręgi okuta śmierci stopa
Miecz jej czas rozdziera
Wyrusza po kolejnego wieku bohatera
Tam Syzyf dźwigiem kule na szczyt wnosi
Obok Hitler Stalina za wąs tarmosi
Dalej diabły i szatany
Zadają potępionym wiecznie krwawiące rany
A Lucyfer na swym tronie siedzi
Patrzy z politowaniem na swe czarcie dzieci
I liczy w myślach te ludzi tysiące
Miliony, miliardy, nowych piekła obywateli

Wino, wódka
Pobudka!
Szampan, wyborowa
Boli głowa!
Piwo, miód
Czuje głód!
Sake, sherry
Pusto do cholery
Martini… dno?!
Skończym chlać, ku#$@ mać!
Idę spać…

Jabłko ino brać
Co to jest za smak
Soczyste i chrupiące
Sok po brodzie się leje
Może koszule zaleje
Ale wiatr we włosach
Mechaniczne konie
Poruszać się szybko
Nie tkwić w wagonie
Czereśnie zrywać
Oglądać, grywać
Przystawać na chwile
Patrzeć za siebie
Być samemu
Żyć po swojemu

Ja chce motywacji! Proszę o taką w tabletkach albo syropie, ostatecznie może być nawet w czopkach tylko niech ktoś mi ją znajdzie. Całe opowiadanie w głowie tylko je trzeba zapisać, a się nie chce. To nienormalne i wkurzające mieć w głowie ciągle powtarzające się dialogi, zwroty akcji i bohaterów i nie móc ich wypuścić.
Jeśli jest ktoś kto ma motywacje, bądź wie gdzie ją znaleźć. Nawet jeśli ma ją tylko na sprzedaż, to ja ją chce. Królestwo, ba nawet siebie (dusza już sprzedana) oddam w niewole za motywację. ;]
Pliiizzzzz xD

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

wakacje z nierdzewnym

09 lip

You shout at me
I shout at you
You took a knife
I took my gun
You point at me
I point at you
Then
I pulled that trigger
What a mistake
And now you’re sad
You’re so cold
You look so bad
Don’t be mad
I just make you a litle bit more dead

Ten głód
Ten przetrawionych dusz smród
Od niechcenia wyrwane marzeń wnętrzności
Pogruchotane ideałom kości
To jest moja pożywka
Najlepsza na świecie używka
Cudze sprawy, nadzieje, wspomnienia
Dla mego mózgu rozkoszy uderzenia
Żywię się nieszczęściem bliźnich
Działam na ich szczęśliwe myśli
Uczucia wysysam aż do dna poczucia
Ich mądrości częstują mych gości
Dlatego rozumiem każdego z osobna
Rozmawiając ze mną
mną się nie staniesz
Ani ja tobą
Lecz jeśli cię polubię
będę się starać być mniej sobą

Żuje kabel od słuchawek
Czytam twoje słowa
I myślę
Jakie emocje twoja jaźń tam chowa
Krótkie, zwięzłe odpowiedzi
Czy rozbudowane pytania
Piszesz
Tuż przy sercu rozważam twoje zdania
Śmieszne style, mnogość buziek
Czasem cię rozzłoszczę
Czekam
O odpowiedź twą Boga proszę
Jeszcze chwile, trzy minuty
Niech poczuje twojego serca nuty
Słucham
Nie ma cię, ogłasza mi dzwonka dźwięk smutny
To nic, jutro cię zagadam
Od nowa samopoczucie ci zbadam
Odpocznę
Życiu swemu nowy kolor nadam

Łzy i deszcz na twych policzkach
Myśli i uczuć gorejące zgliszcza
Mieszają się z moim poczuciem winy
Wiem że nic nie ulepie z tej dziwnej gliny
Wiem że spaliłem ostatni do ciebie most
Lecz co nocy latarnie palę
Za dnia krzyczę w szale
Wypatruje twojej postaci
Po drugiej stronie mojej przepaści
Gdy cię widzę milknę
Podziwiam twą sylwetkę
Rysuje na piasku twe imię
I milknę póki nie przeminiesz
A gdy już cię nie widzę w otępienie wpadam
Pod ziemie chętnie się zapadam
Bo znowu nie rzuciłem na drugą stronę liny
Znowu z mojej winy
Nie widzę cię przed oczami codziennie
Nie słyszę twego głosu we mnie
Nie czuje na skórze dotyku
Obecności twej mi brakuje
Nie wyrobiłem sobie nienawiści nawyku
I czekam po drugiej stronie mostu spalonego
Aż rzuci mi ktoś linę do budowy kolejnego

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 

Lepiej mnie zabij, wyrzuć z pamięci

03 lip

Twa osoba moja obsesja
Zrywa mi sny, zakłóca miejsca
Nie daje zapomnieć
Nie pozwala pamiętać
Twa osoba moja obsesja
Dzień bez końca, koszmarów sesja
Wciąż się pojawia
Nigdy nie pozdrawia
Twa osoba moja obsesja
Boga nakaz, anioła gestia
Piękne wspomnienia
Zapomniane marzenia
Twa osoba moja obsesja
Nowy początek, poprawiona wersja
Wiedzą wzbogacony
Czasem doświadczony
Wiem że to trucizna obsesja
Wiem że to złuda osoba
Chcę się obudzić
Bo siebie mi szkoda

Jestem największy z mniejszych
Jestem wygranym pośród przegranych
Swą sławą słońce przyćmiewam
Swą chwałą królów zawstydzam
Trwam już od wieków
Trwam przez eony
Zbieram doświadczeń morza
Zbieram bogactw miliony
Ale odejdę jak wszystko co żyje
Ale widzę że to wszytko tylko na chwilę
Rozpłynę się z wiatrem z północy
Rozpłynę się w smole nocy
I nikt mego imienia nie wspomni
I nikt nie wie gdzie moi potomni

Nie ma jej prawie, zaraz zniknie
Obraz powabny i rozkoszny niknie
Te włosy, biodra i piersi
Ten zapach co zmysły pieści
Jest na wyciągnięcie dłoni
Lecz do zbliżenia się nic jej nie skłoni
Tańczy w oparach, dymem się zasłania
Wszystko ukrywa nic nie odsłania
A wzrok od niej uciec nie chce
Rozum pochłania ją jak nigdy nic jeszcze
Wtem znika, kwiatów woń zostawia
Pamięć, uczucia, doznania

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Liryka, Różne

 
 

  • RSS